1 2 3

U Pana Boga… w porcie.

W środę 15 października zakończyły się zdjęcia do trzeciej części białostockiej trylogii Bromskiego pt. "U Pana Boga za miedzą". Ostatnie dwa dni zdjęciowe miały miejsce w przestrzeni do tej pory niewykorzystanej filmowo, ale niezwykle inspirującej - w Bałtyckim Terminalu Kontenerowym, największym w regionie, działającym na terenie Portu Gdynia. Filmowcom dopisała pogoda, może zabrakło słońca, ale na największym polskim Terminalu czuli się wyśmienicie, byli przyjęci życzliwie i otrzymali wielką pomoc, co nie było wcale proste. Wielki statek "przypadkiem" przypłynął w momencie, kiedy filmowcy stali rozstawieni na dachu dziewięcio piętrowego biurowca. Ogromne suwnice, które na życzenie Jacka Bromskiego wyciągały kontener z filmowym samochodem. Operatorzy wielkich maszyn - pracownicy Terminalu wspomagali filmowców i starali się, by zdjęcia udały się jak najlepiej. Sceny kręcone cały dzień w filmie zajmą zapewne kilka, kilkanaście sekund.

- Ile trzeba się napracować, żeby tak film zrobić. Dobrze, że prowadzenie po oceanach wielkich statków nie jest tak skomplikowane - skomentował kpt. Żeglugi Wielkiej, wiceprezes Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego, Jan Nowak. Film opowiada o losach mieszkańców "Królowego Mostu", małego miasteczka usytuowanego na Podlasiu przy granicy polsko-białoruskiej. Będzie to trzecia część cyklu filmowego, z którego pierwszy nosi tytuł "U Pana Boga za piecem" (1998), drugi "U Pana Boga w ogródku" (2007). Jak mówi reżyser Jacek Bromski - "Najnowszy film traktować ma głównie o wyborach burmistrza Królowego Mostu i związanej z nimi negatywnej kampanii wyborczej, podobnej do tej, z jaką mieliśmy do czynienia w czasie rzeczywistych wyborów parlamentarnych. Obok znanych już bohaterów cyklu, pojawi się repatriant z Ameryki, który wróci na Podlasie, pojawi się inspektorka, która przyjedzie uczyć policjantów w Królowym Moście pracy na komputerach."

W gdyńskim BCT nakręcano scenę powrotu bohatera ze Stanów - oczekiwanie na wyładunek kontenera ze statku, wyciąganie jego samochodu i bagaży z kontenera, pierwsze zdziwienia krajem przodków. Przypomnijmy: w pierwszej części filmowej historii reżyserowanej przez Jacka Bromskiego do przygranicznej podlaskiej miejscowości, w której o podtrzymanie tradycji walczy dzielny proboszcz, przybywa młoda Rosjanka pragnąca zarobić na handlu. Początkowo szczęście jej nie sprzyja - zostaje okradziona, ale później znajduje schronienie na plebanii i ze wzajemnością zakochuje się w młodym muzyku. W drugiej części występują ci sami bohaterowie, choć pojawiają się też nowe postacie, a charyzmatyczny ksiądz stawia sobie nie lada zadanie - planuje nawrócić nowego parafianina, który okazuje się być świadkiem koronnym w sprawie kryminalnej, a jego styl życia odbiega od propagowanego przez Kościół. - Trzecia część nie ma być prostym sequelem. - opowiadał Bromski - Po dziesięciu latach stwierdziłem, ze jestem bezpieczny, nie muszę się ścigać z tamtym pierwszym filmem, czy z nim porównywać. "U Pana Boga w ogródku" jest zrobione z większą świadomością. Tamten film był prekursorski - kompletnie nieznani aktorzy, pełna prowincja, język Podlasia, ten typowy akcent. Mam nadzieje, że trzecia część spodoba się widzom również.

Pierwsza część miała w kinach 200 tysięcy widzów, z tego połowę na Podlasiu. A gdy pokazano film w TVP w Nowy Rok o ósmej wieczorem, to obejrzało go sześć milionów widzów. Chyba żaden film nie był tak często powtarzany i ciągle ma dużą oglądalność. (JJS) Za pomoc w realizacji materiału dziękujemy panu Jarosławowi Szczepańskiemu, a szczególnie pracownikom Bałtyckiego Terminalu Kontenerowego w Gdyni.



Fot. Marek Szyller

Reżyser, scenarzysta Producent, szef Stowarzyszenia Filmowców Polskich »
Director, screenwriter, producer, president of the Association of Polish Filmmakers. »
Réalisateur, scénariste, producteur, président de l'Association des cinéastes Polonais. »
informacja w języku chińskim
PL GB FR CH